Winny Mikołaj przyszedł do mnie więc dopiero po świętach, a w paczce słoneczne primitivo od Mateusza. Dziekuję ogromnie, gdyż nigdy go za wiele, zwłaszcza zimą.
Primitivo to zjawisko bardzo ciekawe. Zacznijmy od zinfandela, albo nie. Zacznijmy od pribidraga. Rósł sobie taki jeden, do niedawna niezauważony przez nikogo, w ogródku chorwackiej emerytki, mieszkającej w Svinisce – małej wiosce na południe od Splitu. Znalazła go ekipa Zinquest, przeczesującej chorwackie winnice w poszukiwaniu zinfandela. Przywiódł ich tam mieszkający w Kalifornii Mike Grgich. Przekonany iż zin pochodzi właśnie z jego rodzinnego kraju zainicjował jego poszukiwanie, w które włączyli się naukowcy z Davies i Uniwesytetu z Zagrzebiu. Poszukiwacze wraz z samotnym pribidragiem wyselekcjonowali też 9 winorośli odmiany znanej lokalnie jako Crljenak Kastelanski. Po wysłaniu próbek do Instytutu w Davies okazało się, że obie rośliny są identyczne z Zinfandelem.
Z Chorwacji więc najprawdopodobniej trafił więc Zinfandel do Apulii, regionu leżącego na obcasie włoskiego buta, jego pierwsze plantacje pojawiły się w XVIII wieku, jednak dopiero z 1870 roku pochodzi pierwsza wzmianka o primitivo. Nazwa wywodzi się od primativo, lub primaticcio, co dosłownie oznacza „dojrzewający jako pierwszy”. Faktycznie, może dojrzeć już w sierpniu, zwłaszcza w gorącym klimacie Apulii, a produkowane z niego wina osiągają przy tym wysoki poziom alkoholu.
Na szczęście miałam do czynienia z winem porządnym, z alkoholem na poziomie 13,5%, który ani mnie nie spił ani się nie wybijał.
Piluna 2010, Castello Monaci, z Salento IGT, najbardziej południowej apelacji Apulii, jest pełnym, ekspresyjnym winem, ale przy tym łagodnym z delikatnymi taninami. Zaskakujący, jasny kolor, niezbyt intensywny nos z owocami, również czerwonymi, nutą kwiatową i przyprawami. Chociaż producent zapewnia, że wino najlepsze będzie po 4-5 latach, ja uważam, że utrzyma swój świetny charakter przez 2-3 lata, i ja bym go dłużej nie leżakowała. Doskonale pije się teraz, na co dzień. Oczywiście obowiązkowo do hamburgera, no, zgodzę się jeszcze, że do mielonego lub zrazów.
Dziękuję Mikołajowi raz jeszcze.
A jeśli jeszcze nie wiecie co dostali do buta inni wtorkowicze odsyłam do lektury: