29.3.13

Zaglądając pani Anglii do kieliszka.



  "Piekło wyobrażam sobie tak: włoska punktualność, niemiecki humor i angielskie wino"

                                                                                                                      -  Peter Ustinov


Nie odważyliście się jeszcze na kupno i odkorkowanie angielskiego wina? Nie jesteście sami. Angielskie wino do niedawna nie cieszyło się dobrą opinią, a trunkami flagowymi Anglii wciąż pozostają gin, cydr, piwo, przede wszystkim ale. Jak to możliwe, że rosnące w Wielkiej Brytanii winogrona potrafią oprzeć się pogodzie i dać całkiem dobre, a czasem i pyszne wina?


Jak to się zaczęło...



Uprawa winorośli w Anglii sięga czasów starożytnych. Rzymianie stacjonowali na terenach Wysp Brytyjskich od 55 r. p.n.e. Z historycznych źródeł wiemy, że pili wino i importowali je, istnieją też dowody na to, że przywieźli ze sobą winorośle i założyli winnicę w dolinie Neane w Northamptonshire. Najprawdopodobniej chcieli zaoszczędzić na drogim transporcie wina z kontynentu, a jednak nie mamy dowodów potwierdzających tezę, iż to Rzymianie byli pierwszymi winiarzami na Wyspach.
Nie brak natomiast dowodów mówiących o tym, iż mnisi, wraz z przybyciem chrześcijaństwa i wzrostem znaczenia klasztorów, wpłynęli na rozwój winiarstwa w Anglii. Tak jak na innych terenach Europy, sadzili wokół klasztorów winorośle i wytwarzali wino na potrzeby liturgiczne. Średniowiecze nie było jednak łaskawe dla angielskiego wina. Ślub Henryka II z Eleanorą Akwitańską sprawił, iż łatwiejsze było importowanie dobrego wina z Francji, klimat Anglii również w tym okresie stawał się zimniejszy, a na domiar wszystkiego w XVI wieku król Henryk VIII rozwiązał dekretem klasztory i obszar upraw winorośli znacznie się zmniejszył. Po tym okresie uprawa wina ograniczała się do hobby możnych i ogrodów arystokratów. Anglicy jednak nie przestali pić wina i przez kilka stuleci byli głównymi importerami czerwonych win z Bordeaux, które do dziś w Anglii noszą potoczną nazwę claret. Kiedy w 1703 roku Anglicy zawarli pakt handlowy z Portugalczykami, określono w nim wyraźnie, że na import win portugalskich nie można nałożyć tak dużego podatku jak na francuskie. W Portugalii zaczęli więc osiedlać się angielscy kupcy winem i powstawały, mające angielskie nazwy i przez wiele lat będące w rękach angielskich rodzin, domy porto. Graham's, Tayolor's i inne znane marki – to wzmacniane słodkie wina które dziś goszczą na angielskich stołach najczęściej z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Aż do XX wieku uprawa winnic w Anglii była raczej zajęciem marginalnym i dopiero po II wojnie światowej garstka pionierów wykazała spory zapał i nadzieję w odrodzenie angielskiego winiarstwa. W 1951 roku Guy Salisbury Jones założył winnicę Hambledon, a za nim podążyli inni.






angielskie wina musujące produkowane są metodą szampańską

  Francuski łącznik




Prawdziwa rewolucja czekała na angielskie winiarstwo dopiero w drugiej połowie zeszłego stulecia. nie tylko ocieplił się klimat, ale okazało się również, że gleba w okolicach Kent i innych rejonach jest wapienna, niemal identyczna do tej występującej w Szampanii. Niektórzy winiarze posadzili tu więc szampańskie winorośle: Chardonnay, Pinot Noir oraz Pinot Meunier i zaczęli produkować pierwsze wina musujące. Produkowane nie tylko z tych samych winorośli co szampan, ale też wytwarzane jest tą sama metodą. Początkowo moszcz fermentuje w kadziach, stając się zwykłym winem. Potem wina są mieszane, wlewane do butelek, dodawana jest do nich odrobina cukru i drożdży, dzięki czemu wino fermentuje w butelkach po raz drugi. W tym procesie powstają miedzy innymi słynne bąbelki, które tak rozsławiły szampana. Angielskie wina musujące mają podobne do szampana aromaty i smak: dominują jabłka, cytrusy, biszkopty, nie brak w nim aromatów drożdżowych i maślanych.
Dziś odmiany do produkcji tych win są najobszerniej zasadzonymi w Anglii i możemy je napotkać nawet na półkach w supermarketach. Osiągają przy tym niestety takie same ceny co szampan, a przy znanych markach takich jak Veuve Clicot, Bollinger mają wydawałoby się małe szanse powodzenia. Jednak dorównują im jakością, a czasem nawet przewyższają swojego francuskiego starszego kuzyna. W 2004 roku panel oceniający europejskie wina musujące przyznał większość miejsc w czołówce winom z Anglii, przede wszystkim rozsławiając to z posiadłości Nyetimber. Pozostałe miejsca w pierwszej dziesiątce zajęły wina z Szampanii. W 2011 roku Camel Valley Pinot Rosé 2009 zostało zgłoszone do międzynarodowego konkursu różowych win musujących Bollicine del Mondo. Wygrało pokonując wiele słynniejszych win, w tym różowego Bollingera i chociaż Sam Lindo - winiarz z Camel Valley był zapalonym studentem matematyki, okazało się, że bardziej predestynowany jest do tworzenia win niż pracy w banku. Ma na swoim koncie wiele wyróżnień i nagród z konkursów takich jak International Wine Challenge lub Decanter World Wine Awards. Wino angielskie doceniane jest przez wielu krytyków, a niedawno doceniła je również Królowa Elżbieta II, szampan został wyparty z Pałacu Buckingham na rzecz rodzimych win musujących. Barack Obama podczas wizyty został uraczony lampką Ridgeview Fizrovia Rose 2004, a w czasie zeszłorocznego Jubileuszu również częstowano gości angielskim winem.
Najsłynniejszym winem Anglii pozostaje wciąż Nyetimber, doceniany zdobywca wielu nagród i numer jeden wśród konsumentów. Do grona najlepszych i wartych odkorkowania zaliczyć też można Ridgeview, Chapel Down, Camel Valley, Gusbourne, Coates & Sealy, te jednak pozostają na specjalną okazję, z racji swojej ceny.

jak widać na półkach najwięcej jest win musujących 


Nie tylko bąbelki


Producenci starają się stworzyć wizerunek angielskiego wina, które można by było pić na co dzień, do obiadu. Jednak aby znaleźć naprawdę smaczne angielskie wino bez bąbelków trzeba się trochę natrudzić. Z pomocą przychodzą nam specjalistyczne sklepy, wartym wizyty jest Wine Pantry, otwarty dwa lata temu na Borough Market. Kilka miesięcy temu jej druga filia otwarła podwoje na St Pancras Station, gdzie właścicielka Julia Stafford zachęca do spróbowania angielskich win spokojnych: białych, czerwonych, różowych a nawet deserowych. Jeśli zupełnie nie znamy win angielskich możemy spróbować win przed zakupem, gdyż w sklepie znajduje się maszyna enomatyczna serwująca wina na kieliszki. Organizowane przez Wine Pantry degustacje są okazją do poznania wina i jego producentów, sklep włącza się również w obchody Tygodnia Angielskiego Wina ( English Wine Week) odbywającego się corocznie w czerwcu. Warto skosztować wina przed wzięciem go do domu, gdyż wina angielskie różnią się od tych z kontynentu.




Wine Pantry na stacji St Pancras w Londynie



Czerwone przywodzą nieco na myśl te niemieckie. Są lekkie i pełne skruszonego owocu. Wśród odmian możemy spotkać dornfeldera i zimnolubne pinot noir który oczywiście również wchodzi w skład szampańskich mieszanek. Jest też gamay, z winnicy Biddenden, mające zapach malin i gumy balonowej, Julia poleca je do wieprzowiny. Podczas ostatniej degustacji win angielskich nie brak było niestety win piekielnych, nie pachniały może siarką, ale większa część butelki lądowała w zlewie. 
Jeśli chodzi o białe wina, to przede wszystkim uprawia się odmiany, które w angielskim klimacie odnalazły drugi dom- chardonnay, seyval blanc, pinot gris, muller-thurgau...Najbardziej znanym jest bacchus, wina z tej odmiany przypominają trochę aromatem rieslinga, a krzepka świeżość w ustach powoduje że świetnie zgrywają się z potrawami z ryb i owocami morza, których brytyjskie wybrzeża dostarczają pod dostatkiem. Mój znajomy sommelier powiedział o nim: "nie ma żadnego innego kraju, w którym szczep miałby dokładnie charakter kraju w którym rośnie." W aromatach bacchusa znajdziemy zielone łąki, zapach kwiatów bzu, agrestu, i mokrych po deszczu kamieni. 









Wakacje w winnicy

Większość winnic, gdziekolwiek by nie były – czy w Polsce, czy we Francji, Włoszech, czy USA przyciąga turystów urzekając swoim krajobrazem, mikroklimatem, ludźmi którzy w nich pracują, równymi rzędami krzewów winorośli. Angielskie winnice nie są wyjątkiem i również bywają malownicze. Nie znajdują się może na głównych trasach i aby do nich pojechać trzeba się troszkę natrudzić, ale większość angielskich winnic jest otwarta dla zwiedzających i pod warunkiem że wybierzemy się w sezonie wegetacyjnym czyli od kwietnia do października, nawet na jeden dzień możemy stać się enoturystami. Wiele z nich oferuje nie tylko zwiedzanie winiarni i degustacje, ale również inne atrakcje. Denbies Estate w Surrey, największa winnica w Anglii, organizuje wystawy lokalnych artystów, warsztaty produkcji wina i serów, zajęcia dla dzieci. Jest tam również sala bankietowa, w wielkiej posiadłości organizowane są śluby, szkolenia, konferencje. W Three Choirs Vineyards w Gloucestershire można również zjeść tradycyjne angielskie dania. Jeśli na wakacje wybieramy się do Kornwalii – Camel Valley oferuje do wynajęcia domki, w okolicy jest słynna restauracja Ricka Steina, a w prywatnym zakolu rzeki można ponoć złowić łososia lub pstrąga. Jedynym minus to minimalny czas pobytu – domki wynajmowane są na cały tydzień. Na urlop z dala od cywilizacji jednak idealne, a wina tam pod dostatkiem.

Nie wiadomo jeszcze jak będzie wyglądać przyszłość angielskiego wina. sukcesy, jakie odniosły na arenie międzynarodowej wina produkowane metodą tradycyjną, sprawiły, że przybyło i konsumentów, i producentów. W latach 2004 -2012 dwukrotnie zwiększył się w Anglii obszar upraw winorośli. Jednak brytyjska pogoda potrafi być złośliwa i nie wiadomo jeszcze czy zakładanie nowych winnic się opłaci. Zbiory w 2011 roku były nieduże, a zeszłoroczne ulewy okazały się zgubne dla przeszło jednej trzeciej winnic w całym kraju. Z jednej strony do produkcji win musujących, zwłaszcza w Szampanii, używa się często win z różnych roczników które mieszane ze sobą dają nam tak zwane wina nierocznikowe, więc jest sposób na kontynuacje produkcji. Z drugiej jednak strony angielskie wina są najczęściej rocznikowe, więc pochodzące z jednego zbioru. 

Jestem szczerze przekonana, że gdyby mógł dziś spróbować angielskich win, Peter Ustinov zmieniłby zdanie i stwierdził, że nie taki diabeł straszny w tym rodzimym kieliszku. Ja polecam zwłaszcza bacchusa, koniecznie z czymś z morza.




artykuł w krótszej formie ukazał się również w Gońcu Polskim #466





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz